Ciężka lekcja

W pierwszym spotkaniu nowego sezonu przed własną publicznością, Ergo Arena nie przyniosła szczęścia koszykarzom sopockiego Trefla. Nasz zespół przegrał z Dexią Mons-Hainaut 55:73 i tym samym nie awansował do fazy grupowej rozgrywek FIBA EuroChallenge. Na sukcesy na europejskich parkietach przyjdzie naszej drużynie poczekać przynajmniej rok.

Nadzieje przed spotkaniem z Dexią były ogromne. Szczególnie, że nasz zespół przegrał spotkanie wyjazdowe różnicą zaledwie trzech punktów. W Ergo Arenie zasiadło prawie trzy tysiące kibiców, z nadziejami na awans do fazy grupowej EuroChallenge. Zespół z Belgi szybko jednak pokazał naszej drużynie, że nie przyjechał do Sopotu walczyć o utrzymanie niewielkiej przewagi, ale o zwycięstwo.

Dexia bardzo dobrze odrobiła pracę domową, po pierwszym spotkaniu. Przede wszystkim goście nie pozwolili tym razem na dominację Trefla pod tablicami. W defensywie z kolei bronili obroną strefową, gdyż w pierwszym spotkaniu nasza drużyna słabo radziła sobie z rzutami zza linii 6,75m. Podobnie było w spotkaniu rewanżowym i choć nasi gracze często rzucali z czystych pozycji, na 33 próby za trzy punkty, trafili zaledwie sześciokrotnie.

Dodatkowo Belgowie częściej niż w pierwszym meczu grali przez swoich wysokich graczy. Już na początku spotkania Ben McCauley i Peter Van Paassen zdobyli 10 punktów, a drużyna Dexii objęła prowadzenie 22:6. Pierwsza kwarta skończyła się wynikiem 12:28, co nie najlepiej świadczy zarówno o obronie jak i ataku w tym spotkaniu.

Do przerwy przyjezdni prowadzili już 49:31 i wydawało się, że losy awansu są rozstrzygnięte, tym bardziej, że przy ilości strat jaką popełnił Trefl, ciężko było myśleć o jakimkolwiek korzystnym rozstrzygnięciu.

Mimo to w szatni trener Muiznieks zdołał poderwać swoich zawodników do walki. Sopocianie znacznie poprawili obronę pozwalając gościom na zdobycie zaledwie czterech punktów w ciągu siedmiu minut gry. W ataku z kolei znaleźli sposób, aby dograć piłkę do Filipa Dylewicza, który z łatwością zdobywał kolejne punkty. W efekcie po trzech kwartach nasz zespół przegrywał już tylko 47:59 i przez moment wydawało się, że są jeszcze w stanie podjąć walkę o awans.

Niestety moment nie trwał długo, a w czwartej kwarcie Trefl ponownie nie potrafił sforsować defensywy rywali, starając się co chwila przełamać w rzutach z dystansu. W efekcie rywale ponownie odskoczyli na bezpieczną przewagę, której nie oddali już do końca spotkania.

- Ciężko mi wytłumaczyć co się stało. Wygląda na to, że część moich graczy zjadła trema, gdyż grali i podejmowali decyzje zupełnie inne niż na treningach i meczach sparingowych – powiedział po spotkaniu trener Muiznieks. - Oddaliśmy w tym spotkaniu za dużo rzutów za trzy punkty, ale mecz był przecież w naszej hali i rzucaliśmy z otwartych pozycji, więc powinniśmy byli ten fakt wykorzystać.

Treflowi w tym meczu praktycznie nic nie wychodziło. Oprócz 27 przestrzelonych rzutów za trzy punktów, nasi gracze zanotowali aż 18 strat. - W naszej grze brakowało także agresywności i energi. W całym meczu zanotowaliśmy zaledwie dziewięć rzutów osobistych, podczas gdy nasi rywale mieli ich 28 – mówił po spotakniu rozczarowany Marcin Stefański.

Trefl tym samym zakończył swoją bardzo krótką rywalizację w europejskich pucharach na rundzie eliminacyjnej. Naszym zawodnikom pozostaje teraz skupienie się na rozgrywkach ligowych, które startują już w najbliższą sobotę meczem z AZS Koszalin w Ergo Arenie. Początek spotkania o godzinie 19.

Trefl Sopot – Dexia Mons Hainaut 55:73 (12:28, 19:21, 16:10, 8:14)

Trefl: Dylewicz 13, Waczyński 13, Gustas 10, Kinnard 7, Hlebowicki 6, Ceranić 3, Stefański 3, Kikowski 0, Beal 0;

Dexia: Hatten 17, Lewis 13, Taylor 12;